Back to life, czyli zwariowana wariacja na Gromkowe 'ble'

Oglądasz archiwalną wersję wątku "Back to life, czyli zwariowana wariacja na Gromkowe 'ble'" z forum pl.hum.pisarstwo

Les P - 15 Mar 2005, 06:09

 Czas... wieczna tajemnica życia... teraźniejszość, która zawsze jest
przeszłością...

  -        Co tam kolega mamrocze? Może wezwać siostrę? - odezwał się grubas
spod okna. Z całych sił próbowałem odnaleźć w tonie jego głosu chociaż cień
empatii
 -        Nie, dziękuję, nie trzeba... przepraszam....
  -       Nie ma za co, i tak już nie spałem - grubas ziewnął przeciągle i
wskazał duży, obramowany czarną emaliowaną blachą zegar, wiszący wysoko,
niemal pod sufitem, pomiędzy toaletą a składzikiem. -  O, zresztą zaraz
będzie obchód! Trzeba się przygotować.
  Skrzypnęła obrotowa szuflada w obdrapanej szafce i gość, jak co rano,
zaczął się opryskiwać jakimś tanim dezodorantem. Resztką sił stłumiłem
odruch wymiotny.
  -        Jak dobrze pójdzie kolego, to dziś mnie zoperują, a po zabiegu
mam obiecane przeniesienie do sali - chełpił się spaślak, zacierając swoje
krótkopalczastoserdelkowate tłuste dłonie.
  -          Bardzo panu współczuję - wyszeptałem cichutko - tej operacji,
rzecz jasna, no bo nie tego, że będzie pan leżał w ciepłej sali, bez tych
wiecznych przeciągów...
  -          Współczucie jest jak najbardziej nie na miejscu, kolego. Czekam
pokornie na zabieg już pół roku i grosza nie szczędzę...  no i jaki tam
panie? Leżymy razem już drugi tydzień na tym korytarzu - Andriu jestem -
wyciągnął do mnie wielkopańskim gestem ogorzałą, opaloną na brąz,
krótkopalczastoserdelkowatą dłoń. Skrzywiłem twarz w przepraszającym geście,
pokazując wzrokiem krępujące mnie rzemienie: nie speszył się specjalnie,
stukną się tylko w czoło, jakby chciał powiedzieć:  "zapomniałem!"  i
zamiast tego z wyrachowaniem przybił mi nasadą tej swojej dłoni krótkopal...
 powiem krótko - przybił mi bolesną blachę.
  -          No, to teraz możesz mnie tytułować Andriu, kolego - zarechotał
i  sięgnął do szafki po wodę toaletową 'Brutal'. Myślałem, że będę miał
chwilę  spokoju, ale usłyszałem ciche kroki. Uniosłem wzrok - przy moim
wezgłowiu
stała Kazimiera. Poznałem ja po masce. Taką samą nosił Hannibal Lecter.

  -          Nasz Michelin wydał osiem tysięcy, żeby mu zrobili szramę na
brodzie, taką jak ma Harrison Ford - wyszeptała konfidencjonalnie.  -  Ten
Idiota myśli, że zacznie się kobietom podobać... A przecież wystarczyłoby
przejść się nocą po centralnym. Ale cóż, przecież wszyscy faceci to Idioci.
Niebezpieczni idioci. Och, gdyby pozwolili mi was leczyć... wykastrowałabym
was wszystkich na dzień dobry... Wykastrowałabym i bez pozwolenia, ale nie
mam odpowiednich narzędzi... Od czasu jak wydłubałam i zjadłam  naszemu
felczerowi oczy i wyłyżeczkowałam odbyt, nie dają mi nawet widelca.
Mężczyźni! Szowinistyczne świnie! Przez was muszę teraz jeść rękami - jak
świnia...

 Jej długie, pomalowane na czarno paznokcie zaczęły kreślić nad moim ciałem
jakieś magiczne, niezrozumiałe wzory, a szept już dawno przeszedł we
wściekły ryk, ale nikt z pacjentów nie zareagował: odwracali się do ścian,
 niektórzy nakrywali głowy poduszkami. Przyzwyczaili się już widocznie do
tych codziennych manifestów, tak jak przyzwyczaili się do
smrodkozapachowych, kosmetycznych rytuałów grubego.

 Oni może tak, ale ja byłem skrępowany (dosłownie i w przenośni), a wiadomo,
że człowiek bez możliwości ucieczki przeżywa zagrożenie o wiele bardziej
intensywnie. Czułem się jak pies okładany kijem na krótkim, bardzo krótkim
 łańcuchu.

 Skłamałbym gdybym powiedział, że mnie ta kobieta wystraszyła - ja byłem o
włos od szaleństwa!!! Cóż, może moje słownictwo jest zbyt ubogie, ale
bezdenna trwoga, panika i przerażenie nie oddają w pełni stanu mojego
ducha...

 Tuż przed śmiercią usłyszałem jak w zamku zachrobotał klucz i na oddział
weszła salowa ze szmatą na długim kiju.
  Uff - byłem uratowany!

 -          Bardzo przepraszam, czy ja mógłbym prosić o basen? - stęknąłem,
bo stres znacząco przyśpieszył moją przemianę materii.
 -        Bynajmniej kaczkę  mogę jedynie, bo basen aktualnie zajęty.
Zresztą tu pisze (podeszła i popatrzyła w moją kartę chorobową),
że według grafika przysługuje dopiero jutro popołudniu.
 -        Ale ja muszę teraz!
 -        Trza się było tak nie obżerać państwowego - krzyknęła i rozejrzała
 się szukając aprobaty. Faktycznie, kilka osób skinęło przychylnie głową. To
mnie dobiło.
  -        Zresztą i tak nic z tego, bo ja dzisiaj jestem od szmatania -
dodała.
  -        Przepraszam?
  -        Szmatania! Epidemia ptasiej grypy nam grozi! - pomachała mi kijem
przed nosem. Poczułem na całej twarzy deszcz drobnych kropel i wzdrygnąłem
się z obrzydzenia, a  ona perorowała dalej:
  -       Dzisiaj szmatam podłogę i kaczki, a juro będę szmatać podłogę i
 baseny, i wtedy będziesz mógł się kochaniutki, nawet wykąpać -  za tą
błyskotliwą wypowiedź
 salowa dostała brawa, gwizdy zachwytu i pohukiwania. Przez chwilę na
oddziale zapanowała atmosfera rodem z Hollywood.  Zaraz potem padła
konkretna propozycja:
 -        Dwadzieścia złotych!
 -        Ale ja nie mam pieniędzy - zaprotestowałem nieśmiało.
 -        To błąd. Widzisz tego, tam w kącie? Wycieli mu przez pomyłkę
zdrową  nerkę, ale nie miał kasy coby ją wykupić i teraz czeka na dawcę.
Ale chyba się nie  doczeka, bo kolejka coraz dłuższa...
  Tą tak interesującą i pouczającą rozmowę przerwało pojawienie się orszaku
białych zjaw.

 Rozpoczął się obchód.

 Ponieważ leżałem blisko drzwi (najgorsza miejscówka) podeszli najpierw do
mnie: ordynator, dwie asystentki i siostra przełożona podtrzymująca
ociemniałego felczera: od razu przyszło mi na myśl, że to ten nadjedzony
przez Kazimierę.
 -        A temu co dolega? - zapytał ordynator nachylając się nad moim
łóżkiem.
 -     Depresja maniakalna, myśli samobójcze, utrata radości życia -
wyczytała z pliku papierów jedna z kobiet w nieskazitelnie białym kitlu.
 -        A co było przyczyną? - dociekał naczelny oddziału.
 -        Z wywiadu wynika, to znaczy pacjent tak twierdzi, że to pojawiło
 się po pobycie na jednej z grup dyskusyjnych... zaraz sprawdzę... psd... to
dekadentyści chyba...
 -          No tak... to wszystko wyjaśnia. Stamtąd nie wraca się zdrowym, o
ile w ogóle się wraca... Siostro, co chory miał dotychczas zaordynowane?
-        Czopki dostawał ... takie czerwone i niebieskie... no zapomniałam
nazwy... głupi jasio, czy tak jakoś?
-        No nie, to środek doraźny, a my tu jesteśmy po to, aby mu pomóc.
Podajcie mu dożylnie pavulon forte, powiedzmy zaraz po kolacji.

Chwilę panowała pełna napięcia cisza, a potem...

 -       W imieniu własnym i związku zawodowego pielęgniarek stanowczo
protestuję - krzyknęła siostra przełożona. - To jest niedopuszczalne! Jak
można tak beztrosko... to nieludzkie...

 Poczułem jak przeskoczył jakiś tryb -  jak to, więc nie wszyscy ludzie są
potworami?
 W moje serce wlał się strumyk nadziei: więc jest jeszcze na świecie ktoś,
kogo wbrew znieczulicy obchodzi coś więcej niż czubek własnego nosa? Czyżby
konformizm nie był tak powszechny jak mi się wydawało?  Może to tylko tam, w
sieci...? Może są jeszcze ludzie, co to tylko i zawsze pod prąd? No bo
przecież, skoro odnalazłem jedną ludzką, współczującą istotę, to może jest
ich więcej? Więc może, wbrew wszystkiemu jednak warto żyć?

 -          Po moim trupie - krzyczała siostra odpychając felczera,
wyrywając lekarce papiery i
wyrzucając je w górę; opadały szeleszcząc i muszę przyznać był to dla mnie
szelest przecudowny - wracałem wszak do życia!

 -           Nie pozwolę!!! - darła się pielęgniarka. - Toć to jawne
marnotrawstwo! W sytuacji kiedy komornik wisi nam na pensjach, każda porcja
kolacyjna jest na wagę złota...

 ....zresztą pavulon też się już dawno skończył...

Irena - 15 Mar 2005, 08:15

LesP wymaga od nas wyjaśnienia:
"Czas... wieczna tajemnica życia.."
Musisz poczekać na odpowiedzi, bowiem, nie jest łatwym ocenić treść,
przesłanie i walory artystyczne Twojego utworu.

Zmusiłeś nas do myślenia, bo za mało powiedzieć, że przyciągnąłeś uwagę.
Diablo trudne.Ja potrzebuję conajmniej dwa dni.
Irena
ps. Diabeł z dużej litery, to duży diabeł
     diabeł z małej litery - mały diabełek

w między czasie, jako konsekwencję, za czyny, wyjaśnij nam, co dla Ciebie!
znaczy konfomizm?
(moje Google - owszem mi tłumaczy, ale przeczytać muszę ok.20 stron)

Irena - 15 Mar 2005, 08:18

co najmniej pisze się oddzielnie.
Irena

Les P - 15 Mar 2005, 09:03


Musisz poczekać na odpowiedzi, bowiem, nie jest łatwym ocenić treść,
przesłanie i walory artystyczne Twojego utworu.


No kpisz chyba? Jakie walory artystyczne?! Jam błazen i rozśmieszać mam
jeno!!!

Zmusiłeś nas do myślenia, bo za mało powiedzieć, że przyciągnąłeś uwagę.
Diablo trudne.Ja potrzebuję co najmniej dwa dni.


Masz max. 120 minut, czyli tyle w przybliżeniu, ile trwał "proces twórczy" i
ani minuty dłużej :-)
Potem zamilknę na wieki!
Zaraz, zaraz - spoko i bez paniki! Moich zagorzałych fanów (i fanki - ofkoz)
pocieszam, że pisać nie przestanę!

ps. Diabeł z dużej litery, to duży diabeł
    diabeł z małej litery - mały diabełek


A jak jest zmienny? - No powiedzmy, że ma wymiary nietypowe 90- 60 -90? To
co - diablica czy diablątko?

w między czasie, jako konsekwencję, za czyny, wyjaśnij nam, co dla Ciebie!
znaczy konformizm?
(moje Google - owszem mi tłumaczy, ale przeczytać muszę ok.20 stron)


W tym konkretnym przypadku chodziło o kurczowe nie wychylanie się ( rany
boskie, sam nie wiedziałem aż do teraz, że można się kurczowo nie wychylać!)
poza poglądy panujące w danej grupie dyskusyjnej ( w domyśle - p.s. cośtam
[pisownia oryginalna zachowana])  :-))

Irena - 15 Mar 2005, 10:43

LesP ponagla:
"Potem zamilknę na wieki!"
 Nie bądź taki Raptus, masz przecież psa!



"Masz max. 120 minut, czyli tyle w przybliżeniu, ile trwał "proces twórczy"
to dlatego, ja teraz muszę go mieć 2x więcej


Sam teraz widzisz, jaką masz przewagę.
Czarownica
odmładza swoje czary

Les P - 15 Mar 2005, 10:54

LesP ponagla:
| "Potem zamilknę na wieki!"
Nie bądź taki Raptus, masz przecież psa!


Owszem, ale i kota (na punkcie).

| "Masz max. 120 minut, czyli tyle w przybliżeniu, ile trwał "proces
| twórczy"
to dlatego, ja teraz muszę go mieć 2x więcej


Spoko, ja cierpliwy jestem!  Cztery godziny, jak rozumiem?

Sam teraz widzisz, jaką masz przewagę.


Żadnej! Przecież jestem tylko słabym mężczyzną :-(

Irena - 15 Mar 2005, 11:20

Jestem w połowie.
No, jeśli nie odpisze tu .., jakaś zdrowa Kobieta ..., to napewno nie
wszystko ujdzie Ci bezkarnie.
Ale słowo harcerki, tekst jest niezły!
Potwierdza się stara zasada, że natchnieniem, niekoniecznie muszą być
ideały.

ciągle pracuję
Irena

Beeorn - 15 Mar 2005, 12:54

przestanę pisać. nie mam szans przy LesP.

Mogłeś odpuścić sobie tylko grupę..., na ale niech ci będzie. jak faktycznie
będziesz potrzebował miejsca na oddziale u nas jest szpital o tym zakresie
usług :)

Podobało mi się, potrafisz w ciekawą fabułę wpleść kpinę i ironię. Dobre,
czekam na więcej.

Ps. nie wiem co Irena chce tak długo oceniać, rozumiem że ma wolny sprzęt i
powoli jej stronę przewija... :))))))

Beeorn
- "Czas... wieczna tajemnica życia... teraźniejszość, która zawsze jest
przeszłością..." - teraźniejszość jest przeszłością tego, co dopiero będzie.

Irena - 15 Mar 2005, 13:55

LesP usłyszał jak
zachrobotał klucz, a to nic inego nie mogło oznaczać, jak to, że na oddział
weszła Czarownica.
"Cóż, może moje słownictwo, jest zbyt ubogie" (cytat autora), ale czy
Gromek - pozwoli zażywać, jego wynalazcze tabletki?
Trochę mnie bolą mięśnie brzucha i twarzy, ale powiem nie jestem zaskoczona.
Byłam pewna, że stać Cię, nie tylko, na treść  (żołądka), przesłanie i
dobrą, zwięzłą formę. Jesteś urodzonym satyrykiem, realistą(romantycznym?).
Oczy masz szeroko otwarte(ciągle zielone?), widzisz dużo,  ale  ...
Smakując - Nie zabijaj !
Nie wszyscy są mocni!
Jak to z tym wozem było? raz na, a raz ...



Stamtąd nie wraca się zdrowym - czy to zaraza?


Gdybym była jeszcze dziewczynką, poprosiłabym Cię o jakąś milutką dla ucha,
słodką bajeczkę ....proszę, please ..
Mógłbyś to dać swojej Czarownicy?
Na dworze było ślisko, mój pies stłukł mi kolano, całe czarne. Jak
czarownice cierpią, to nie umieją czarować.
 pozdrawiam
oddana sprawie Czarownica
ps. Beeorn ma rację, będzie trudno zamienić słowo Grupa - na?

Les P - 16 Mar 2005, 03:25

Mogłeś odpuścić sobie tylko grupę..., na ale niech ci będzie. jak
faktycznie
będziesz potrzebował miejsca na oddziale u nas jest szpital o tym zakresie
usług :)


Obawiam się, że jestem przypadkiem nieuleczalnym (wyobraźni chorej leczyć
nie dam) więc szkoda miejsca nawet na korytarzu!
Obawiam się też, że ktoś ze Kasy Chorych mógł to przeczytać i wydać
zarządzenie, że wszyscy pacjenci z inicjałami LP mają zostać
zneutralizowani...

Podobało mi się, potrafisz w ciekawą fabułę wpleść kpinę i ironię. Dobre,
czekam na więcej.


No cóż, muszę Ci zdradzić jak (do tej pory) wyglądał mój system pracy: otóż
wiłem się jak padalec szukając promyka pochlebstw, w którym mógłbym wygrzać
swoje gadzie ciało i tylko czasem, jak ktoś mnie nadepnął niechcący - plułem
jadem.
Ale ponieważ moja próżność została obficie nakarmiona, będę się teraz puszył
tygodniami i odcinał kupony - jak kanar jakiś obmierzły.
Jednym słowem nie napiszę nic więcej, choćby dlatego, że przypominam obecnie
wcielenie Quetzalcóatla, pierzastego węża nadmuchanego do rozmiarów piłki
plażowej.
Pomóc może tylko jakaś szpileczka...

Ps. nie wiem co Irena chce tak długo oceniać, rozumiem że ma wolny sprzęt
i
powoli jej stronę przewija... :))))))


Irena jest - w moim mniemaniu -  ekspertką w dziedzinie obsługi komputerów.
Myślę, że sprzęt ma w porządku i jeszcze nie raz zaskoczy nas, choćby
swoją... konfiguracją :-)

Les P - 16 Mar 2005, 08:03


LesP usłyszał jak zachrobotał klucz, a to nic inego nie mogło oznaczać,
jak to, że na oddział weszła Czarownica.


Nie, w tamtym świecie Ciebie nie ma. To chyba dobrze?

 czy Gromek - pozwoli zażywać, jego wynalazcze tabletki?


Kolorowe tabletki nie są wynalazkiem Gromka. To nasze wspólne dziedzictwo

 Jesteś urodzonym satyrykiem


To się akurat zgadza! Mamusia mówiła, że pierwszym moim odruchem po
przyjściu na świat i po potężnym klapsie od akuszerki wcale nie był płacz,
tylko śmiech do łez.

Oczy masz szeroko otwarte(ciągle zielone?)


Ciągle mam, ale czuję na karku oddech Kazimiery :-)

Jak to z tym wozem było? raz na, a raz ...


Raz gnamy, raz pchamy?

Stamtąd nie wraca się zdrowym - czy to zaraza?


Jaka tam zaraza, katarek ledwie... A tak naprawdę, to psd to fajna grypa,
tylko hermetyczna bardzo. Czasami (!) warto ich posłuchać... Jest tam parę
osób piszących prześliczne, słodkie i romantyczne wiersze :-)

Gdybym była jeszcze dziewczynką, poprosiłabym Cię o jakąś milutką dla
ucha, słodką bajeczkę ....proszę, please.


Jak mógłbym odmówić małej, grzecznej... wiedźmie?

Na dworze było ślisko, mój pies stłukł mi kolano, całe czarne. Jak
czarownice cierpią, to nie umieją czarować.



pozdrawiam
oddana sprawie Czarownica


Uwielbiam wprost oddane sprawie Czarownice :-)

ps. Beeorn ma rację, będzie trudno zamienić słowo Grupa - na?


?

Właśnie wziełam się za malarstwo - Pixia, Gimp i Corel pomagają mi
wypełnic spacerowe tereny


Irka, błagam, pokaż coś!
Nie daj się prosić i wrzuć jakiegoś linka! To by było fajne urozmaicenie! Bo
wciąż tylko słowa, słowa, słowa...

www. cała, naga prawda o wszystkich@ nie tylko z php, czyli (wasz) wieszcz wieszczy wierszem;)
bajka z morałem o żulu spod budki z piwem i pięknej Ice, czyli zamiast szlajać się po paradach - weżcie się za naukę j.obcych!
Trzeźwe spojrzenie na świat, czyli jak się umiera z nadspożycia wina owocowego, część pierwsza
Wojna ga(n)gów, czyli cudzysłów jako casus belli
Jacek Dobrowolski "120 godzin, czyli upadek pewnego dżentelmena"
pocałunek dla papieża czyli kto pierwszy jest bez winy niech rzuci itd....
nie raz pierwszy i ostatni czyli krajobraz końca lata
  • quady sprzedaBF
  • co jest grane
  • B6ciB1ga mikroekonomia
  • jaslo;szkola;podstawowa;nr;1
  • kabina do malowania motocykli
  • frederyk chopin
  • indeks;594
  • gajowka zachodnia
  • kolory;dyskowcow
  • Przegląd postów z for dyskusyjnych • Strona Główna