Czas... wieczna tajemnica życia... teraźniejszość, która zawsze jest
przeszłością...
- Co tam kolega mamrocze? Może wezwać siostrę? - odezwał się grubas
spod okna. Z całych sił próbowałem odnaleźć w tonie jego głosu chociaż cień
empatii
- Nie, dziękuję, nie trzeba... przepraszam....
- Nie ma za co, i tak już nie spałem - grubas ziewnął przeciągle i
wskazał duży, obramowany czarną emaliowaną blachą zegar, wiszący wysoko,
niemal pod sufitem, pomiędzy toaletą a składzikiem. - O, zresztą zaraz
będzie obchód! Trzeba się przygotować.
Skrzypnęła obrotowa szuflada w obdrapanej szafce i gość, jak co rano,
zaczął się opryskiwać jakimś tanim dezodorantem. Resztką sił stłumiłem
odruch wymiotny.
- Jak dobrze pójdzie kolego, to dziś mnie zoperują, a po zabiegu
mam obiecane przeniesienie do sali - chełpił się spaślak, zacierając swoje
krótkopalczastoserdelkowate tłuste dłonie.
- Bardzo panu współczuję - wyszeptałem cichutko - tej operacji,
rzecz jasna, no bo nie tego, że będzie pan leżał w ciepłej sali, bez tych
wiecznych przeciągów...
- Współczucie jest jak najbardziej nie na miejscu, kolego. Czekam
pokornie na zabieg już pół roku i grosza nie szczędzę... no i jaki tam
panie? Leżymy razem już drugi tydzień na tym korytarzu - Andriu jestem -
wyciągnął do mnie wielkopańskim gestem ogorzałą, opaloną na brąz,
krótkopalczastoserdelkowatą dłoń. Skrzywiłem twarz w przepraszającym geście,
pokazując wzrokiem krępujące mnie rzemienie: nie speszył się specjalnie,
stukną się tylko w czoło, jakby chciał powiedzieć: "zapomniałem!" i
zamiast tego z wyrachowaniem przybił mi nasadą tej swojej dłoni krótkopal...
powiem krótko - przybił mi bolesną blachę.
- No, to teraz możesz mnie tytułować Andriu, kolego - zarechotał
i sięgnął do szafki po wodę toaletową 'Brutal'. Myślałem, że będę miał
chwilę spokoju, ale usłyszałem ciche kroki. Uniosłem wzrok - przy moim
wezgłowiu
stała Kazimiera. Poznałem ja po masce. Taką samą nosił Hannibal Lecter.
- Nasz Michelin wydał osiem tysięcy, żeby mu zrobili szramę na
brodzie, taką jak ma Harrison Ford - wyszeptała konfidencjonalnie. - Ten
Idiota myśli, że zacznie się kobietom podobać... A przecież wystarczyłoby
przejść się nocą po centralnym. Ale cóż, przecież wszyscy faceci to Idioci.
Niebezpieczni idioci. Och, gdyby pozwolili mi was leczyć... wykastrowałabym
was wszystkich na dzień dobry... Wykastrowałabym i bez pozwolenia, ale nie
mam odpowiednich narzędzi... Od czasu jak wydłubałam i zjadłam naszemu
felczerowi oczy i wyłyżeczkowałam odbyt, nie dają mi nawet widelca.
Mężczyźni! Szowinistyczne świnie! Przez was muszę teraz jeść rękami - jak
świnia...
Jej długie, pomalowane na czarno paznokcie zaczęły kreślić nad moim ciałem
jakieś magiczne, niezrozumiałe wzory, a szept już dawno przeszedł we
wściekły ryk, ale nikt z pacjentów nie zareagował: odwracali się do ścian,
niektórzy nakrywali głowy poduszkami. Przyzwyczaili się już widocznie do
tych codziennych manifestów, tak jak przyzwyczaili się do
smrodkozapachowych, kosmetycznych rytuałów grubego.
Oni może tak, ale ja byłem skrępowany (dosłownie i w przenośni), a wiadomo,
że człowiek bez możliwości ucieczki przeżywa zagrożenie o wiele bardziej
intensywnie. Czułem się jak pies okładany kijem na krótkim, bardzo krótkim
łańcuchu.
Skłamałbym gdybym powiedział, że mnie ta kobieta wystraszyła - ja byłem o
włos od szaleństwa!!! Cóż, może moje słownictwo jest zbyt ubogie, ale
bezdenna trwoga, panika i przerażenie nie oddają w pełni stanu mojego
ducha...
Tuż przed śmiercią usłyszałem jak w zamku zachrobotał klucz i na oddział
weszła salowa ze szmatą na długim kiju.
Uff - byłem uratowany!
- Bardzo przepraszam, czy ja mógłbym prosić o basen? - stęknąłem,
bo stres znacząco przyśpieszył moją przemianę materii.
- Bynajmniej kaczkę mogę jedynie, bo basen aktualnie zajęty.
Zresztą tu pisze (podeszła i popatrzyła w moją kartę chorobową),
że według grafika przysługuje dopiero jutro popołudniu.
- Ale ja muszę teraz!
- Trza się było tak nie obżerać państwowego - krzyknęła i rozejrzała
się szukając aprobaty. Faktycznie, kilka osób skinęło przychylnie głową. To
mnie dobiło.
- Zresztą i tak nic z tego, bo ja dzisiaj jestem od szmatania -
dodała.
- Przepraszam?
- Szmatania! Epidemia ptasiej grypy nam grozi! - pomachała mi kijem
przed nosem. Poczułem na całej twarzy deszcz drobnych kropel i wzdrygnąłem
się z obrzydzenia, a ona perorowała dalej:
- Dzisiaj szmatam podłogę i kaczki, a juro będę szmatać podłogę i
baseny, i wtedy będziesz mógł się kochaniutki, nawet wykąpać - za tą
błyskotliwą wypowiedź
salowa dostała brawa, gwizdy zachwytu i pohukiwania. Przez chwilę na
oddziale zapanowała atmosfera rodem z Hollywood. Zaraz potem padła
konkretna propozycja:
- Dwadzieścia złotych!
- Ale ja nie mam pieniędzy - zaprotestowałem nieśmiało.
- To błąd. Widzisz tego, tam w kącie? Wycieli mu przez pomyłkę
zdrową nerkę, ale nie miał kasy coby ją wykupić i teraz czeka na dawcę.
Ale chyba się nie doczeka, bo kolejka coraz dłuższa...
Tą tak interesującą i pouczającą rozmowę przerwało pojawienie się orszaku
białych zjaw.
Rozpoczął się obchód.
Ponieważ leżałem blisko drzwi (najgorsza miejscówka) podeszli najpierw do
mnie: ordynator, dwie asystentki i siostra przełożona podtrzymująca
ociemniałego felczera: od razu przyszło mi na myśl, że to ten nadjedzony
przez Kazimierę.
- A temu co dolega? - zapytał ordynator nachylając się nad moim
łóżkiem.
- Depresja maniakalna, myśli samobójcze, utrata radości życia -
wyczytała z pliku papierów jedna z kobiet w nieskazitelnie białym kitlu.
- A co było przyczyną? - dociekał naczelny oddziału.
- Z wywiadu wynika, to znaczy pacjent tak twierdzi, że to pojawiło
się po pobycie na jednej z grup dyskusyjnych... zaraz sprawdzę... psd... to
dekadentyści chyba...
- No tak... to wszystko wyjaśnia. Stamtąd nie wraca się zdrowym, o
ile w ogóle się wraca... Siostro, co chory miał dotychczas zaordynowane?
- Czopki dostawał ... takie czerwone i niebieskie... no zapomniałam
nazwy... głupi jasio, czy tak jakoś?
- No nie, to środek doraźny, a my tu jesteśmy po to, aby mu pomóc.
Podajcie mu dożylnie pavulon forte, powiedzmy zaraz po kolacji.
Chwilę panowała pełna napięcia cisza, a potem...
- W imieniu własnym i związku zawodowego pielęgniarek stanowczo
protestuję - krzyknęła siostra przełożona. - To jest niedopuszczalne! Jak
można tak beztrosko... to nieludzkie...
Poczułem jak przeskoczył jakiś tryb - jak to, więc nie wszyscy ludzie są
potworami?
W moje serce wlał się strumyk nadziei: więc jest jeszcze na świecie ktoś,
kogo wbrew znieczulicy obchodzi coś więcej niż czubek własnego nosa? Czyżby
konformizm nie był tak powszechny jak mi się wydawało? Może to tylko tam, w
sieci...? Może są jeszcze ludzie, co to tylko i zawsze pod prąd? No bo
przecież, skoro odnalazłem jedną ludzką, współczującą istotę, to może jest
ich więcej? Więc może, wbrew wszystkiemu jednak warto żyć?
- Po moim trupie - krzyczała siostra odpychając felczera,
wyrywając lekarce papiery i
wyrzucając je w górę; opadały szeleszcząc i muszę przyznać był to dla mnie
szelest przecudowny - wracałem wszak do życia!
- Nie pozwolę!!! - darła się pielęgniarka. - Toć to jawne
marnotrawstwo! W sytuacji kiedy komornik wisi nam na pensjach, każda porcja
kolacyjna jest na wagę złota...
....zresztą pavulon też się już dawno skończył...
LesP wymaga od nas wyjaśnienia:
"Czas... wieczna tajemnica życia.."
Musisz poczekać na odpowiedzi, bowiem, nie jest łatwym ocenić treść,
przesłanie i walory artystyczne Twojego utworu.
Zmusiłeś nas do myślenia, bo za mało powiedzieć, że przyciągnąłeś uwagę.
Diablo trudne.Ja potrzebuję conajmniej dwa dni.
Irena
ps. Diabeł z dużej litery, to duży diabeł
diabeł z małej litery - mały diabełek
w między czasie, jako konsekwencję, za czyny, wyjaśnij nam, co dla Ciebie!
znaczy konfomizm?
(moje Google - owszem mi tłumaczy, ale przeczytać muszę ok.20 stron)
co najmniej pisze się oddzielnie.
Irena
LesP ponagla:
"Potem zamilknę na wieki!"
Nie bądź taki Raptus, masz przecież psa!
Jestem w połowie.
No, jeśli nie odpisze tu .., jakaś zdrowa Kobieta ..., to napewno nie
wszystko ujdzie Ci bezkarnie.
Ale słowo harcerki, tekst jest niezły!
Potwierdza się stara zasada, że natchnieniem, niekoniecznie muszą być
ideały.
ciągle pracuję
Irena
przestanę pisać. nie mam szans przy LesP.
Mogłeś odpuścić sobie tylko grupę..., na ale niech ci będzie. jak faktycznie
będziesz potrzebował miejsca na oddziale u nas jest szpital o tym zakresie
usług :)
Podobało mi się, potrafisz w ciekawą fabułę wpleść kpinę i ironię. Dobre,
czekam na więcej.
Ps. nie wiem co Irena chce tak długo oceniać, rozumiem że ma wolny sprzęt i
powoli jej stronę przewija... :))))))
Beeorn
- "Czas... wieczna tajemnica życia... teraźniejszość, która zawsze jest
przeszłością..." - teraźniejszość jest przeszłością tego, co dopiero będzie.
LesP usłyszał jak
zachrobotał klucz, a to nic inego nie mogło oznaczać, jak to, że na oddział
weszła Czarownica.
"Cóż, może moje słownictwo, jest zbyt ubogie" (cytat autora), ale czy
Gromek - pozwoli zażywać, jego wynalazcze tabletki?
Trochę mnie bolą mięśnie brzucha i twarzy, ale powiem nie jestem zaskoczona.
Byłam pewna, że stać Cię, nie tylko, na treść (żołądka), przesłanie i
dobrą, zwięzłą formę. Jesteś urodzonym satyrykiem, realistą(romantycznym?).
Oczy masz szeroko otwarte(ciągle zielone?), widzisz dużo, ale ...
Smakując - Nie zabijaj !
Nie wszyscy są mocni!
Jak to z tym wozem było? raz na, a raz ...