To była upojna noc.
Obudziło go pragnienie. Przez chwilę leżał nieruchomo, próbując zmusić
elektrony mózgu do zgłębienia tajemnic owej czarnej dziury, która wyrosła w
miejscu, gdzie powinny znajdować się wspomnienia wczorajszego wieczoru i
nocy. Pamiętał tylko, że ostatnie pieniądze z zasiłku dla bezrobotnych
przepuścił jeszcze przed północą.
Otworzył jedno oko i zlustrował pomieszczenie. Zdziwił się trochę, bo nie
przypominało brudnej, cuchnącej nory w jakiej się budził zwykle, ani w jaką
zmienił - po odejściu konkubiny - swoje mieszkanie.
Poruszył ręką i poczuł obok ciepłe, pulsujące nieśpiesznym oddechem ciało.
Badał je przez chwilę opuszkami palców, oczekując jakiejś przykrej
niespodzianki, ale układ wzgórków i zagłębień wskazywał, że tej nocy spał
jednak z kobietą. Spojrzał z obawą w jej stronę. Delikatne, falujące w
oknach zasłony podświetlił pierwszy brzask, więc dojrzał zarys jej twarzy. O
dziwo, nie była koszmarnie brzydka. Uniósł się na łokciu i przecierając
opuchnięte oczy i pocierając kłujący, trzydniowy zarost, przyjrzał się jej
dokładniej. W półmroku wydawała się nawet przystojna. Z burzy rozrzuconych w
nieładzie kruczoczarnych włosów wyzierała śniada śliczna buzia z bosko
ukształtowanymi kośćmi policzkowymi, małym zgrabnym noskiem i ustami... No
właśnie, te usta... Wydatne, lekko rozchylone, ukazujące rząd idealnie
równych i białych zębów...
Typowa mokra Włoszka!
Jednym szybkim ruchem zerwał atłasowe prześcieradło, jakim była okryta.
Było tak jak się spodziewał - cała reszta dorównywała twarzy: przepiękne
sklepione piersi sterczały dumnie jak kopuły katedralne, płaski brzuch
wieńczył klasycystyczny krater pępka, a wydatne biodra przechodziły płynnie
w długie i gładkie pęcinki.
Czerwcowy ranek był ciepły, więc ten brutalny ruch jej nie obudził;
obróciła się jedynie w jego stronę, wtulając jak dziecko w jego wątłą pierś.
Odruchowo zanurzył twarz w jej włosach - pachniały wodą... Nie, nie wodą
- raczej rybą... Nie, nie rybą - raczej morzem i rozgrzanym
piaskiem. Ten zapach mu cos przypomniał, coś już prawie materialnego, ale
gdy był o krok od rozwikłania tej tajemnicy - wszystko pękło jak mydlana
bańka.
Co taka piękność przy mnie robi? - pomyślał spanikowany. - Musiałem jej
coś obiecać... Coś cennego, skoro zgodziła się pójść ze mną do łóżka...
Delikatnie odsunął oplatające go ręce i wypełzł z pościeli. W pośpiechu
pozbierał swoje porozrzucane rzeczy, ubrał się cichutko, a potem na palcach
wycofał w stronę drzwi. Trzymając już rękę na klamce, z przyzwyczajenia
pomacał tylną kieszeń i zamarł... Nie było go!
- Ożeż kurwa mać - zaklął cicho (ale z pasją) i zaciskając pięść zawrócił w
stronę śpiącej dziewczyny. - Ja ci pokażę, ty bura suko...
W ostatnim momencie przed wymierzeniem ciosu
dostrzegł kątem oka portfel leżący, jak gdyby nigdy nic, na nocnej szafce
obok łóżka. Pochwycił go zawstydzony i nie sprawdzając ( wszak nie było w
nim żadnych pieniędzy - tego akurat był pewny) wetknął na swoje miejsce, po
czym wymknął się jak złodziej z pokoju i poczłapał do windy.
To nie był zwykły hotel, taki do jakiego zdarzało mu się przyprowadzać
okazyjnie poznane panienki (panienki to jednak niezbyt trafne określenie) i
tanie kurwy, ale jakiś elegancki apartamentowiec. W katalogach musiał mieć
co najmniej tyle gwiazdek, ile się mieści na fladze Unii. Wszystko, nawet
wycieraczki pod drzwiami lśniły nieskazitelną czystością. Zjechał do holu
klimatyzowaną, całą w kryształowych lustrach windą i z bijącym sercem minął
recepcjonistki i portiera, którzy z niesmakiem zlustrowali jego rozczłapane
trampki, poplamione dżinsy i wymięta podkoszulkę. Trochę żałował, że nie
zakosił ręcznika albo nawet szlafroka - z łatwością mógłby go przecież
upchnąć pod ubraniem a potem wymienić na butelkę (a może nawet dwie) wódki.
Gdy był już na zewnątrz, odetchnął z ulgą i z zadowoleniem zatarł ręce.
Frajerzy! Udało się! Zaliczył taaaaką laskę i to za darmo!!! Ale
chłopaki się
zdziwią, jak im przy piwku będzie zmyślał szczegóły!
Obejrzał się jeszcze za siebie i popatrzył w dziesiątki okien odbijających
wschodzące właśnie słońce.
Gdzieś tam, za którymś z nich, spała najpiękniejsza kobieta jaka posiadł...
Do portfela zajrzał dopiero nazajutrz.
Znalazł tam dwa banknoty i odręcznie zapisaną karteczkę:
"You were best. Three days and I'll be in London. If u want to take a
flight, with me come to hotel.
Ika"
Dwa dni nie trzeźwiał - w końcu dwieście euro to kupa kasy. Kolejny
zajęło mu znalezienie kogoś, kto jako tako znał angielski...
Les P zawsze :-)
Ale głupek z tego gostka, nie? Ale czekaj, czekaj... a może to
autobiograficzny kawałek?:)))
pozdrawiam Irena
pozdrawiam Irena :)))
Pozdrawiam
Les P
Mam nadzieję, ze nie będziesz rozczarowany jak zaprzeczę?
:-))
Na Twoją odpowiedzialność. Twoje zlecenie zmusiło mnie do wślizgiwania się
w szare komórki mężczyzny
pozdrawiam Irena
Jakby oboje byli piękni, to nie byłby tekst Les P, ale jakiegoś Playboya,
czy innej romantyki;-)
(w dwóch zdaniach poprawki składni - ale to sam odnajdziesz)
Jasne - wielkie dzięki.
Pozdrawiam
Les P
| Więc jednak miałeś rację - szybkie pisanie służy mi bardziej niż
| cyzelowanie.
Pisz na akord:)))
| Mam nadzieję, ze nie będziesz rozczarowany jak zaprzeczę?
| :-))
Zaprzecz, to zobaczymy:)))
Les P:-)
| Pisane było ekspresowo, bo na zamówienie.
Tak śśściekawości zapytam - kto zamawiał bajkę o kurwie na telefon,
która nosiłaby moje imię?
I gdzie żeś, na miłość boską, wypatrzyła ten telefon?
Les P
PS
Już wiem! Dekadenci widzą to, co innym umyka:-)
Sorry, jeśli Ci to umknie z powodu zlewania się kolorów - ale to przeciez
nic istotnego nie jest.
Użytkownik "ika"
| Już wiem! Dekadenci widzą to, co innym umyka:-)
Zuch!
To teraz na czyje zamówienie? A może sam zamawiasz, sam realizujesz, sam
chwalisz i krytykujesz? Jak na rodowodowego paranoika przystało.
Nie umknie, ponieważ po pierwsze nie użyłeś znaku sygnatury czyli --
pod którym mi się zlewają kolory, a po drugie akurat nie używam swojego
komputera, a tu już czarno na białym.
Les P:-)
| Ale ty marudna jesteś.
Pytam po prostu, rety, przepraszam, że uraziłam, że żyję też
przepraszam, od urodzenia.
Nie trzeba robić, wystarczy spotkać.
Les P:-)