Jacek Dobrowolski "120 godzin, czyli upadek pewnego dżentelmena"

Oglądasz archiwalną wersję wątku "Jacek Dobrowolski "120 godzin, czyli upadek pewnego dżentelmena"" z forum pl.hum.pisarstwo

Kamila Górecka - 11 Cze 2006, 11:12

To książka o wszystkim, opowieść osnuta na motywie afery kryminalnej, tak
naprawdę dotyka sfer ważnych dla każdego współczesnego, myślącego i czującego
człowieka. Pełna jest filozoficznych rozważań, refleksji, ukrytych znaczeń,
sensów, warstw, które uważny czytelnik odkrywa podążając przez świat wraz z
głównym bohaterem. Autor łączy przeciwstawne, pozornie nie dające się pogodzić
pojęcia i konwencje.  Daje możliwość do wielopoziomowych i różnorodnych
interpretacji. Ja znalazłam w tej książce siebie, w tak wielu punktach widzę
swoje postrzegania świata i własnego wnętrza. Schizofreniczną mieszankę myśli,
uczuć, emocji, pragnień, wątpliwości; dylematy i rozterki, które przeżywam.
Mistrzowski, wizjonerski i przewrotny opis/diagnoza Warszawy i obyczajów ludzi

jednym - epizod Adama i Ewy - tak łatwo burzy się świat maluczkich, wystarczy
usunąć jeden klocek, nacisnąć jeden guzik w odpowiedniej sytuacji i miejscu;
rzucasz na szalę nic niewartą zaśniedziałą monetę i wszystkie prawdy umierają.
To dotyczy 99% ludzi, ludzi żyjących bez sensu, pustych, oszukujących się
każdego dnia. Jak powiedział Mistrz Fryderyk - "Świat pełen jest ludzi
zbytecznych". 120 godzin... to książka, która porusza, dotyka, zmusza do
refleksji, zastanowienia się nad sobą i drogą, którą się podąża. Po jej
lekturze nie można tak po prostu wrócić do dotychczasowego życia.

Autor to erudyta, filozof, poeta. Jego twórczość to przełom we współczesnej
literaturze, znak naszych czasów, nowa jakość. Jacek nadaje pojęciu awangardy
nowe znaczenie. Nie jest odległy, oderwany od współczesnej rzeczywistości, nie
zamyka się w monadzie własnych znaczeń. Wręcz przeciwnie, żyje tu i teraz i
mówi o tym, co ważne dla każdego z nas, o tym, co stanowi podstawę ludzkiej
egzystencji. Skoro są na świecie ludzie, tacy jak on, z którymi mogę dzielić
wspólne przeżywanie i odczuwanie rzeczywistości (nawet jeśli to tylko moja
iluzja), to znaczy, że ten świat nie jest takim do końca złym miejscem. Jacek
powiedział mi kiedyś, że jak na osobę tak bardzo pochłoniętą życiem zawodowym
i poruszającą się na co dzień w warszawskim światku biznesowym, jestem bardzo
uduchowiona. To nie był cynizm ani kpina, to było wielkie wyróżnienie, które w
chwilach zwątpienia, samotności i smutku będzie mi przyświecało jak przyjazne
światło latarni morskiej, wskazując bezpieczną drogę do macierzystego portu.

Jacek Dobrowolski - przewrotny wizjoner a jego twórczość - lektura obowiązkowa!

Więcej o Jacku można przeczytać na stronie www.orgiamysli.pl

Pozdrawiam

Kamila Górecka

Tel. 501 611 648

Les P - 12 Cze 2006, 02:36

Użytkownik " Kamila Górecka"

Jacek Dobrowolski - przewrotny wizjoner a jego twórczość - lektura
obowiązkowa!


My tu mamy swojego bnt i on nam w zupełności wystarczy -
aż tacy masochiści nie jesteśmy!

bnt - 12 Cze 2006, 05:05


Użytkownik " Kamila Górecka"

| Jacek Dobrowolski - przewrotny wizjoner a jego twórczość - lektura
| obowiązkowa!

My tu mamy swojego bnt i on nam w zupełności wystarczy -
aż tacy masochiści nie jesteśmy!


Każdy ma takiego bnt na jakiego zasłużył.
(ograne, ale aż się prosiło)

Kamila Górecka - 12 Cze 2006, 16:32

Odpisuję jedynie dlatego, by nie zrobić krzywdy komuś, kogo bardzo podziwiam.
On sam nigdy nie chwaliłby się swoją książką.

potrzebnie.
Może jednak przeczytacie zanim wyrazicie opinię.
Przepraszam i pozdrawiam
Kamila

Użytkownik " Kamila Górecka"

| Jacek Dobrowolski - przewrotny wizjoner a jego twórczość - lektura
| obowiązkowa!

My tu mamy swojego bnt i on nam w zupełności wystarczy -
aż tacy masochiści nie jesteśmy!


--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/

bnt - 12 Cze 2006, 17:28


Odpisuję jedynie dlatego, by nie zrobić krzywdy komuś, kogo bardzo podziwiam.
On sam nigdy nie chwaliłby się swoją książką.

potrzebnie.
Może jednak przeczytacie zanim wyrazicie opinię.
Przepraszam i pozdrawiam
Kamila


Dostępnego pod adresem kawałka w całości nie przebrnąłem (to głównie
brak czasu, ale trochę i recenzja). Tak po okarzucie moim faworytem
zostało zdanie:

"jeśli nie zniknę roz­to­pio­ny w ruchu swej własnej mętnej trans­parencji"

(To nie tylko cytat, to pewnie również byłaby recenzja, gdybym rozumiał
czemu nie ginie się w transparencji tylko w ruchu transparencji).

Gromek - 12 Cze 2006, 17:33

Odpisuję jedynie dlatego, by nie zrobić krzywdy komuś, kogo bardzo
podziwiam.
On sam nigdy nie chwaliłby się swoją książką.

potrzebnie.
Może jednak przeczytacie zanim wyrazicie opinię.
Przepraszam i pozdrawiam
Kamila


Nie ma za co przepraszać. Po prostu najważniejszy jest patriotyzm lokalny.
Swoją drogą piękne to jest Mistrz i jego Małgorzata.

Przyznam szczerze, że po takiej reklamie i po takim szantażu jaki dostał
dokonany na mej skromnej osobie sięgnąłem do fragmentu 120 godzin.

Więc pozostanie mi pewnie mówić o ko­lo­rach, szaletach i rozpad­li­nach
mia­sta, po którym chodzę, i o jego szemranych sprawkach, o jego płytkich
manipulacjach, o nich będę mówić za­miast mó­wić o swej tożsamości,
za­miast mówić o swoich bliźÂ­nich i esencji ich egzystencji;
Jeśli za­tem nie będę milczał zu­pełÂ­nie, jeśli nie zniknę roz­to­pio­ny w
ruchu swej własnej mętnej trans­parencji, to tylko dzięki niemu, temu
miastu bez twarzy, miastu obnażonego mięsa, miastu gonitwy czerwonej jak
fan­taz­mat... Któ­­rego ka­na­li­zacje pod­ziem­ne o­po­wia­dają o
przepływach niebotycznych...
Za to jego niezwykły or­ga­nizm ma w so­­bie, wi­dzę to pod płaszczem
miałkości, zapro­gra­­mo­­wa­ną automatycznie prostotę wszelkiej zbro­d­ni,
wszelkiego wykro­cze­nia­, mo­że dla­te­go, że upłyn­nia się w tym mieście
miej­sca, gdzie mo­żÂ­Â­na postawić stopę i pogrążyć w po­god­nym bez­ruchu,
rzeczy, których mo­żna do­tknąć, schwy­cić się mocno lub od nich odbić ku
odmiennej przestrzeni, punkty, w któ­rych można ukryć się albo przed
in­­ny­mi, albo i przed so­bą, us­ko­ki, w których od­mie­nia się rytm i
tempo; może dlatego, że jest to mia­­sto gładkich przemieszczeń,
zde­kon­cen­trowane, bez sił od­środ­kowych i do­środ­­kowych, bez stron i
odgra­ni­­czo­­nych frag­men­tów, wielka, geometryczna urbano-miazga,
porośnięta punk­ta­mi sku­pie­nia i rozproszenia po­wsta­jąÂ­cymi doraźnie i
zawsze pod­­da­­ny­mi kon­tro­li, porośnięta po­krzy­wą i rdzą


Wszystko i nic jest w tym zdaniu, są punkty skupienia, których można chwycić
się mocno i czytać po kilka razy, są też miejsca rozrzedzone, w których
można płynąć...

A czy uda się w tej przestrzeni odkryć ludzi, którzy stają przed jakąś
praw­dzi­wą, a nie po­zor­ną decyzją w sprawie swo­jego istnienia?


Nie wiem. Na szczęście narrator na początku obiecywał, że tematów
egzystencjalnych poruszać nie będzie. Poza tym nie mam ochoty czytać zdań
potęgowo złożonych, z których można wykreślić większość wyrazów, gdyż są
zbędne.

Gromek

Les P - 12 Cze 2006, 18:05

Użytkownik " Kamila Górecka"

Odpisuję jedynie dlatego, by nie zrobić krzywdy komuś, kogo bardzo
podziwiam.
On sam nigdy nie chwaliłby się swoją książką.


Spokojnie! My tu też przecież cenimy i poważamy "naszego" bnt, co jednak nie
przeszkadza nam od czasu do czasu domalować mu wąsy, położyć na krzesło
pinezkę, albo wykopać na ścieżce, którą zwykł chadzać do wodopoju, wilczy
dół z zaostrzonymi kołkami.
Zresztą On to bardzo lubi...

potrzebnie.


Jeśli Twoja krytyka jest tak spontaniczna jak próbujesz mi wmówić, to
dlaczego ten sam powielony tekst wysłałaś też na inne grupy?

Może jednak przeczytacie zanim wyrazicie opinię.


Powiedzmy, że nic z tego nie masz - jesteś bezinteresowną osobą, którą Jego
proza powaliła niczym cios, który zaliczył ongiś imć Gołota. Powiedzmy, że
to tylko rzeczowa informacja. Być może Jacek ma szansę zgarnąc za tą powieść
szlema w Sztokholmie i podreperuje nieco naszą nadszarpniętą mundialem
narodową dumę?
Ja jednak wolałbym, aby on sam zamieścił tu fragment i pozwolił nam ocenić,
czy jest to dzieło mocno wybitniejsze od wypocin markiza De Sade, do którego
tytuł tak bezceremonialnie nawiązuje.

No dobrze, pożartowaliśmy, a teraz jak na spowiedzi  -  bliski znajomy? Ktoś
z rodziny? komornik? chirurg mający Cię niebawem operować?

bnt - 13 Cze 2006, 02:14


Powiedzmy, że to tylko rzeczowa informacja. Być może Jacek ma szansę
zgarnąc za tą powieść szlema w Sztokholmie i podreperuje nieco naszą
nadszarpniętą mundialem narodową dumę?


???!!!
Ja tam nadal przewiduję, że Polacy zostaną wicemistrzami. Nawet
popełniłem na tę okolicznośc szczegółowe typowania. Co prawda okazało
się, że co do pierwszego meczu się pomyliłem, ale nic to! Każdemu się
mogło zdarzyć.

9.06. Polska-Ekwador 1-0
Nie przyzwyczajony do gry w deszczu Ekwador przegrywa z Polską na boisku
zmienionym przez gwałtowne opady w mokradło. Po meczu piłkarze i kibice
minutą ciszy czczą pamięć ekwadorskiego golkipera Cristiana Mory
wessanego w 58. minucie przez bagno, które utworzyło się wokół jego bramki.

14.06 Polska-Niemcy 1-1
Tajemnicza choroba dziesiątkuje szeregi Niemców, w związku z czym na
murawę wychodzi tylko czterech reprezentantów gospodarzy mistrzostw.
Ballack umiera już w 12. minucie, Klose w 18., a Jansen w 42. Do końca
meczu dożywa jedynie Kahn. Po gwizdku sędziego kończącym mecz również
Oli łapie się za brzuch, pluje krwią i kona.

20.06 Polska-Kostaryka 5-0
Polska wygrywa mecz walkowerem po tragicznym w skutkach zderzeniu
autokaru kostarykańskiego teamu z kombajnem ziemniaczanym.

24.06 Polska-Anglia 7-6
W szóstej minucie meczu, przy stanie 6-0 dla Anglii na płytę boiska
wdzierają się niemieccy kibice z owczarkami, bronią i żądzą mordu w
oczach. Polacy, dotychczas niewidoczni na murawie, uchodzą uwagi
napastników. Policja bezskutecznie stara się opanować tłum. Jedynym
uratowanym piłkarzem angielskim jest Theo Walcott. Mimo jego heroicznych
wysiłków przez kolejne 84 minuty meczu Polakom udaje się zdobyć aż
siedem goli. Po meczu zawiedziony Walcott udziela wywiadu, w którym
przeprasza angielskich kibiców za swoją nieudolność a następnie udaje
się do szpitala na operację przyszycia urwanej w czasie zamieszek nogi.

30.06 Polska-Argentyna 1-0
Przez pierwsze 89 minut meczu Polakom, ustawionym w mur we własnej
bramce, udaje się skutecznie powstrzymywać Argentyńczyków. W 90. minucie
meczu Boruc wykopuje piłkę w kierunku bramki rywali. Piłka toczy się
powoli ku argentyńskiemu bramkarzowi. W chwili gdy ten zamierza ją
schwycić, na murawie pojawia się wściekły rosomak i przegryza
Argentyńczykowi tętnicę szyjną. Bramkarz wije się w przedśmiertnych
konwulsjach, a piłka wtacza się do bramki.

4.07 Polska-Czechy 1-0
Polska wygrywa strzelając gola w ostatniej minucie, po tym, jak całą
reprezentację czeską zabija Tajemniczy Purpurowy Promień Śmierci z Marsa.

9.07 Polska-Iran 0-1
Niebywały pech polskiej drużyny, której czołowy napastnik Grzegorz
Rasiak skręca kostkę w doliczonym czasie gry, powoduje, że zwycięzcą
mistrzostw zostaje Iran.

Les P - 13 Cze 2006, 03:07

Użytkownik "bnt"


| Powiedzmy, że to tylko rzeczowa informacja. Być może Jacek ma szansę
| zgarnąc za tą powieść szlema w Sztokholmie i podreperuje nieco naszą
| nadszarpniętą mundialem narodową dumę?

???!!!
Ja tam nadal przewiduję, że Polacy zostaną wicemistrzami.


O ku..a (okrzyk jak najbardziej usprawiedliwiony)!
Następne mistrzostwa się zaczęły?!
Dlaczego nikt mi nie powiedział?!
Dlaczego nikt hymnu nie zaśpiewał!?

bnt - 13 Cze 2006, 05:59

Uświadamiam sobie właśnie, że tak po prostu opowiadając historyjki
daleko nie zajdę. Postanowiłem więc naskrobać kawałek prozy
eksperymentalno-artystycznej. Wartości intelektualnej toto nie ma
żadnej, ale mam nadzieję, że trendowa forma pozwoli mi się wpisać w
zwarty, karny, zuniformizowany szereg tych, co to, przecierając nowe,
nieodkryte dotąd szlaki prozy, absolutnie do żadnego szeregu nie należą.
Amen.

Rzeka przepływa przez to Miasto jak przez wrzód, unosząc ze sobą ropę,
zgniliznę, rozkład – ku południowym morzom, sargassom, koralom, bahamom.
W karaibską podróż ruszają fekalia, tampony, womity i miazmaty
generowane przez szaroziemistych mieszkańców krainy pod ciężkimi niebami
podwieszanych sufitów, pod rachitycznymi słońcami stuwatówek, nad
jurajskimi wodopojami w niebieskich butlach i pośród cienistych
zagajników paprotek w doniczkach. Czasami spływają białe resztki
chemicznej ekscytacji w korporacyjnej, niemal sterylnej toalecie – żeby
się odprężyć, żeby się podkręcić, żeby zdążyć z kolejnym raportem, żeby
nie musieć wracać z podkulonym ogonem do Zgierza, Zamościa, Sejn,
Pcimia. Czasami spływają białe resztki ekscytacji naturalnej,
pospiesznej, przygodnej, trochę między ludźmi, trochę między nogami, ale
najbardziej między briefingiem a business lunchem. Spływa pot spłukiwany
pospiesznymi wieczornymi prysznicami, zmieszany z diorem, chanelem,
bossem, gaultierem, zmęczeniem, strachem, wściekłością i zapachem nowego
alfa romeo w kredycie. Obmyte przez rzekę Miasto sprawia pozory wigoru,
schludności i użytkowej estetyki Bauhausu.

Na dalekich Karaibach żyjące w strumieniu z Miasta ryby, raki i
koralowce założyły już drogie, ekskluzywne garnitury z porwanych
rybackich sieci, kluby sportów ekstremalnych, agencje towarzyskie oraz
wzięte kancelarie prawnicze. Łososie z aktówkami udając się w górę rzeki
na tarło, przekładając przez swoje hydrofony komórkowe ważne spotkania i
co chwila sprawdzając nerwowo czas na swoich złotych Rolexach, nie
zauważając mijanych wyżyn, skałek, ostańców i beskidów, przemykają
wzrokiem po tutejszych rakach, siejach, płociach i trociach zaszytych
pod swoimi kamykami, w swoich jamach lub między swoimi kołkami faszyny,
i nie dostrzegają ich w tym bezruchu, bezbiznesie, bezbriefengu,
bezbrunchu. Bezżyciu.

Gromek - 13 Cze 2006, 07:20

To opowieść o wszystkim i o niczym, opowieść osnuta na motywie afery
hydraulicznej, tak
naprawdę dotyka sfer ważnych, - a może i ważniejszych, żeby nie rzec, że
najważniejszych - dla każdego współczesnego, myślącego i czującego
człowieka, chcącego odnaleźć się w towarzystwie. Pełna jest filozoficznych
rozważań, refleksji, ukrytych znaczeń,
sensów, warstw, które uważny (nie uważny zresztą też) czytelnik odkrywa
podążając przez świat wraz z
głównym bohaterem - tamponem. Autor łączy przeciwstawne, pozornie nie dające
się pogodzić
pojęcia i konwencje.  Daje możliwość do wielopoziomowych i różnorodnych
interpretacji. Ja znalazłem w tej książce siebie, w tak wielu punktach widzę
swoje postrzegania świata i własnego wnętrza. Schizofreniczną mieszankę
myśli,
uczuć, emocji, pragnień, wątpliwości; dylematy i rozterki, które przeżywam.
Mistrzowski, wizjonerski i przewrotny opis/diagnoza Wisły i Warszawy oraz
obyczajów ludzi

łatwo burzy się świat maluczkich, wystarczy
usunąć jeden klocek, nacisnąć jeden guzik w odpowiedniej sytuacji i miejscu;
rzucasz na szalę nic niewartą zaśniedziałą monetę i wszystkie prawdy
umierają.
To dotyczy 99% ludzi, ludzi żyjących bez sensu, pustych, oszukujących się
każdego dnia. Dlatego warto tę monetę rzucić, by przenieść się w ten
rozedrgany świat i bliżej poznać samego siebie. Być lepszym od tych milionów
niemyślących ludzi. Przejść na stronę tych lepszych i fajniejszych. Na
stronę wyznawców BNT.

Autor to erudyta, filozof, poeta i niewiadomoktojeszcze. Jego twórczość to
wyłom we współczesnej
literaturze, znak naszych czasów, nowy smak. BNT nadaje pojęciu awangardy
nowe znaczenie. Nie jest odległy, oderwany od współczesnej rzeczywistości,
nie
zamyka się w monadzie własnych znaczeń. Wręcz przeciwnie, żyje tu i teraz
pośród tego całego bełkotu, pośród śmieci i smrodu Wisły.
Mówi o tym, co ważne dla każdego z nas, o tym, co stanowi podstawę ludzkiej
egzystencji. Skoro są na świecie ludzie, tacy jak on, z którymi mogę dzielić
wspólne przeżywanie i odczuwanie rzeczywistości (nawet jeśli to tylko moja
aluzja), to znaczy, że ten świat jest przesiąknięty złem do cna.

BNT - przewrotny wizjoner a jego twórczość - lektura obowiązkowa! Ostatnia
szansa, by dołączyć do jego sekty przed końcem świata.

Więcej o BNT można przeczytać na grupie pl.hum.pisarstwo

Pozdrawiam

Grom Gromecki

tel. mi ukradli

Les P - 13 Cze 2006, 10:42

Użytkownik "bnt"

Rzeka przepływa przez to Miasto jak przez wrzód


No, no! Bnt! Rozpleniłeś się ze swoją twórczością, aż miło. Czy to weto
prezydenta tak cię zmobilizowało? Wszak 50 % od zera to wciąż zero?:-)
W każdym razie widzę, że mogę śmiało śmignąć na zasłużoną
wczasoemeryturkorętkę.

Les P - 13 Cze 2006, 10:45

Użytkownik "Gromek"

To opowieść o wszystkim i o niczym, opowieść osnuta na motywie afery
hydraulicznej


:-)))

www. cała, naga prawda o wszystkich@ nie tylko z php, czyli (wasz) wieszcz wieszczy wierszem;)
Back to life, czyli zwariowana wariacja na Gromkowe 'ble'
bajka z morałem o żulu spod budki z piwem i pięknej Ice, czyli zamiast szlajać się po paradach - weżcie się za naukę j.obcych!
Trzeźwe spojrzenie na świat, czyli jak się umiera z nadspożycia wina owocowego, część pierwsza
Wojna ga(n)gów, czyli cudzysłów jako casus belli
pocałunek dla papieża czyli kto pierwszy jest bez winy niech rzuci itd....
nie raz pierwszy i ostatni czyli krajobraz końca lata
  • droga hamowania gokartem
  • woontrailers aangeboden
  • zawziete 2 6880
  • projekt granat
  • verbatim cd rw ultra speed
  • lzy agnieszka sciagnij
  • professional;video;creation;studio
  • instalacje;wodne;w;domu;jednorodzinnym
  • wysokoB6E6 akcyzy
  • Przegląd postów z for dyskusyjnych • Strona Główna