Trzeźwe spojrzenie na świat, czyli jak się umiera z nadspożycia wina owocowego, część pierwsza

Oglądasz archiwalną wersję wątku "Trzeźwe spojrzenie na świat, czyli jak się umiera z nadspożycia wina owocowego, część pierwsza" z forum pl.hum.pisarstwo

Les P - 31 Mar 2005, 07:35

Po pierwsze, nie mogłem ruszyć rękami... nie to, żebym ich nie czuł... były,
a jakże, ale jakieś takie... wirtualne?  Trzęsące się zupełnie jak dżojstik
z
wibratorem...
- Kurwa go mać - zakląłem szpetnie. - No i jak ja mam pisać bestsellery, jak
mi tak ciągle śmigają?
Ale palce, to był mały problem - moje serce od dłuższego czasu wybijało
arytmią
nerwowe esoesy...
Potem naszło mnie pragnienie... o boże... nie, nie takie zwykłe...
pustynne... wielbłądzie...
Głowa? Głowa nie pękła mi na tysiące kawałeczków tylko dlatego, że ją już
dawno (tak jak teraz przytomność) straciłem...

Otaczała mnie ciemność, która powoli zmieniała się w burą szarość... a potem
usłyszałem ten, wcale nie anielski, zachrypnięty jak u śp. Himmilsbacha
głos:
- Malarze na lewo, poeci i pisarze prosto, a muzycy w prawo. I ruszać się.
Żywo, żywo!
No co jest, Vincent... Uszu nie masz? Powiedziałem przecież wyraźnie,
malarze na lewo. Homer! Hej Homer!  Nie widzisz jak do ciebie macham? Pokaż
Williamowi drogę. A ty Willi go nie szczyp, zboczeńcu!
 No, jak Boga kocham! Panowie! Czas to pieniądz, a wy zachowujecie się,
jakbyście całą wiecznością dysponowali. Michał, aniołku! Przestań mazać po
ścianach i sufitach, bo cię wyślę do graficiarzy.
     A ty pijaku gdzie się pchasz? Tak, tak - do ciebie Leon mówię! To
poziom
tylko dla artystów...
...Nie, kochaniutki, żadnych wyjątków...

internetowych? Nie bądź śmieszny! Nawet Literacka Nagroda Nobla nie
gwarantuje wejściówki... I nie chuchaj we mnie... Jest tu kilku twoich
rodaków i wszyscy lubili sobie golnąć. To wasza cecha narodowa?
...Piotruś? Piotruś to ja jestem dla przyjaciół... o nie, kolego,
klaparąsiabuźkagożdzik - to dopiero gdzieś w okolicach trzeciej randki...
...No idź, idź mi już stąd! Nie obchodzi mnie gdzie... Po prostu wracaj na

swoją grupę dyskusyjną...
...No szoruj mi stąd, bo jak nie, to cię ześlę na wieki wieków na sam dół...
tak, tak - do dekadentystów...

Halo, halo! Ej, Ludwig! Ogłuchłeś, czy co? Idź za tym mańkutem z gitarą. On
zna drogę. Powtarzam ostatni raz. Muzycy na prawo, pisarze prosto...

Ocknąłem się wczesnym popołudniem. Ręce dygotały tak jak i przedtem, serce
zresztą też.
Resztkę sił włożyłem w zwleczenie się z barłogu i trud odchylenia zasłony -
oślepiające słońce poraziło moje opuchnięte oczy.  Spojrzałem na zegarek -
było po trzynastej, więc sklep monopolowy już zapewne otwarty.
Do niesamowicie wymiętej jednorazówki wstawiłem puste, kaucjonowane
butelki, przeliczyłem jeszcze raz (na jedno powinno wystarczyć?), nałożyłem
trampki, Blusowi obrożę i potruptałem powoli w stronę karnie stojącej po
jabcoki kolejki...

Irena - 31 Mar 2005, 09:17

No, nie powiem, żeby to nadspożycie wina owocowego wyrządziło Tobie szkody?
Przeciwnie Twój styl nabrał lepszej pikanterii. Poza tym użyłeś tu po raz,
li tylko i wyłącznie własne tematy, a to jest dużo trudniejsze i nie każdy
daje sobie z tym radę. Zawsze tak jest, jak się wkłada w umysł serce.
A poza tym, ten  aniołek Michałek? Też chyba niezłą rolę tu odegrał. Czasami
malowanie po ścianach daje satysfakcję nie tylko ich twórcom, ale i ich
odbiorcom?
To mi się bardzo podoba, bardzo.
Myślę, że tym razem będziesz miał sporo zwolenników dla dobrej oceny.
Gromek pewnie zatrzyma swój proces, aby wyrazić swoje opinie. Co do Radka,
to pewnie przywali jakiś trafny aforyzm z grubej rury.
Czy będzie część 2-ga?
Zachwycona wielbicielka tekstu
Irena

Beeorn - 31 Mar 2005, 14:18

"Spojrzałem na zegarek -
było po trzynastej, więc sklep monopolowy już zapewne otwarty"

Oj, komuś się marzy. Stare dobre czasy niestety nie wrócą.

--------
Gdy dotarłem do krzywo uśmiechającej się ekspedientki z wrażenia
zapomniałem, po co właściwie wylazłem z domu. Gniewny pomruk za moimi
plecami szybko jednak przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Uśmiech Sołtysa poproszę
- Nie ma
- Eeee... a wino marki Wino?
- Też nie ma.
Serce zadrżało z niepewności. Wykupili, cholera, całość wykupili. Rzuciłem
wszystko na ostatnią kartę
- Kwiat Jabłoni?
- No przecież mówię, było wyszło, zresztą oczu nie ma? Stoi na półce? Nie,
to co sie głupio pyta.
Jej głos był niczym wyrok śmierci ogłoszony przez szacowne kolegium
skazującym porządnych obywateli na separol.
Poczułem, jednak w sobie moc pozwalającą na obalenie wszelkich barier. Nie
dam sobą pomiatać, pomyślałem. Spojrzałem wyzywająco w tę uśmiechniętą twarz
i z butą w głosie zapytałem.
- A co jest?
- Denaturat.
Jednak Bóg mnie nie opuścił...
- Poproszę flaszkę i bochenek chleba...

Beeorn
- dla niewtajemniczonych, bochenek chleba do filtracji.

Irena - 31 Mar 2005, 14:40


i z butą w głosie zapytałem.
- A co jest?
- Denaturat.

Les P - 31 Mar 2005, 16:10

"Spojrzałem na zegarek -
było po trzynastej, więc sklep monopolowy już zapewne otwarty"

Oj, komuś się marzy. Stare dobre czasy niestety nie wrócą.


Oj wrócą, wrócą -  tylko trzeba kogo trzeba wybrać na prezydenta ;-)

Gdy dotarłem do krzywo uśmiechającej się ekspedientki z wrażenia
zapomniałem, po co właściwie wylazłem z domu. Gniewny pomruk za moimi
plecami szybko jednak przywrócił mnie do rzeczywistości.


Przepraszam, ale jako autor story nie mogę pozwolić by jej bohater (z którym
się jednak bardzo utożsamiam) walił denkę. Pozwoliłem sobie więc wprowadzić
pewną modyfikację...
-----

Apodyktyczna sprzedawczyni odgrodzona szeroką ladą wpatrywała się we mnie z
nieukrywanym wstrętem. W jednej ręce trzymała zwiniętą w rulon Trybunę Ludu
i wachlowała się, czasami odpędzając jakąś wyjątkowo upierdliwą muchę,
drugą, z pomalowanymi krwawo paznokciami wystukiwała na brudnej szklance
rytm znanej melodii. To było coś z klasyki, chyba "Marsz Torreadorów". Za
jej plecami na półkach solidnych regałów stały w równych rządach butelki
octu, słoiki musztardy i niskosłodzonego dżemu truskawkowego, a na podłodze,
w drewnianych, ledwie oheblowanych skrzynkach, nektar bogów - cel mojej
wizyty - kordiał wiśniowo waniliowy w większej butelce i koktajl miętowy o
smaku czarnej porzeczki z większą zawartością alkoholu (i siarki).
Stałem niezdecydowany, ale w końcu przemogłem się i podszedłem do lady
- Carmen? - zapytałem chcąc nawiązać rozmowę.
- U mnie fajki nie występują. Pytaj pan w "Ruchu" - fuknęła.
- Carmen Bizeta? - wskazałem na szklankę i jej ciągle stukające palce.
- A gdzie tam, zwykła Marago... A co się pan tak wypytujesz? Książkę pan
piszesz, czy co?
- Jeśli kiedyś spróbuję, to na pewno uwiecznię tą scenę... Ale  teraz
chciałbym się czegoś napić...
- Dobra, dobra, a papier pan masz? - zapytała kobieta, prześwietlając mnie
nienawistnym spojrzeniem.
- Nie potrzebuję papieru, wolę pisać na laptopie. To wygodniejsze...
- Że co?!
- Na komputerze... Wie pani co to jest komputer?
- No jasne ha,ha. Na kompiuterze... Może takim kieszonkowym, co się w
walizce mieści? Oj bo pęknę ha, ha, ha.
Przyjrzałem się jej. Nie była brzydka - była nijaka. Nie wiedziałem co ją
tak śmieszyło, więc zapytałem:
- Nie wiem co panią tak śmieszy, chciałem się tylko czegoś napić...
- A ja się pytam słodko: - złotko, masz papier? Bo napoje są na kartki, a
bez kartek nie ma nic!
Wydłubałem spod wkładki w trampku  banknot o nominale dziesięciu złotych i
delikatnie rozprostowałem. To był mój zaskórniak na takie jak ta okazje:
- A co, to nie papier? - pomachałem banknotem przed zdziwioną
sprzedawczynią. - Przecież to można wymienić w każdym kantorze na papier!
- Won mi z tą kalkomanią, żartownisiu - ryknął babiszon, próbując trafić
mnie gazetą, jakbym to ja był natrętnym owadem.
  O co jej chodzi? Popatrzyłem na banknot. Ot normalny bilet NBP z
wizerunkiem prezydenta Leppera. O co jej może chodzić?
- No co jest?  Co ci, proszę pani, nie pasuje?- krzyknąłem mocno już
rozdrażniony. Powoli zaczęło do mnie docierać, że może święty Piotr coś
pokręcił i wysłał mnie nie do tego czasu co trzeba.
 No dobra, mniejsza o czas. Teraz najważniejsze  to ugasić pragnienie.
 - To co tu można kupić bez kartek? Może denaturat chociaż? - zapytałem
pokorniej nieco.
 - Denaturat jest tylko na deputat dla turystów. Trza przyjść ze
skierowaniem na wczasy i z  prymusem... z maszynką się znaczy...
- A tam w kącie, kierowniczko? Co tam stoi, słodziutka? - zapytałem
klękając i obcałowując dłoń mojej pogromczyni. - O wielkie nieba... czy aby
mnie oczy nie mylą... czy to przypadkiem nie woda brzozowa...?!!!

Les P - 31 Mar 2005, 16:21

Słychajcie, ja przepraszam, wiem, że to NTG, ale może ktoś wie po jakim
czasie znika anulowana wiadomość z  serwera? Czekam już kilka dobrych godzin
i nic. Wysłałem przypadkiem nie na tą grupę i kicha straszna.

Irena - 31 Mar 2005, 16:25

Odetchnęłam.
Juz nie muszę stać na straży, bo za żadne skarby nie dopuszczam denaturatu.
Jestem strasznie śpiąca
dobranoc
przeastraszona Irena

Irena - 31 Mar 2005, 16:30

Po jakim czasie znika anulowana wiadomość z  serwera

Wszystko zależy, na naszej grupie prawie 0,5godziny. Ale ona tak naprawdę
nigdy nie znika, zawsze jest w archiwum.(tylko jej nie można pobrać)
Irena

Les P - 31 Mar 2005, 16:34

Użytkownik "Irena"

Wszystko zależy, na naszej grupie prawie 0,5godziny. Ale ona tak naprawdę
nigdy nie znika, zawsze jest w archiwum.(tylko jej nie można pobrać)
Irena


Ja już czekam 8 godzin, to możliwe?

Irena - 31 Mar 2005, 16:42


Skąd wiesz czy ona tam jest?
chcesz żeby sprawdzić to daj dane
Irena
możesz priv

Les P - 31 Mar 2005, 17:18

Masz subskrybowaną p. soc. dekadentyzm? Jeśli tak, to dziś idź już
spać(koniecznie!), a jutro (jeśli już takaś uczynna:), zerknij czy z
wczorajszą datą jest post zatytułowany" "Trzeźwe..."

Dzięki i dobranoc

Irena - 1 Kwi 2005, 04:22

"zerknij czy"
Możesz juz spać spokojnie.Jesteś czysty jak łza. Grupownicy nie znajdą już
niczego.
cześć
uczynna

Irena - 1 Kwi 2005, 05:34


"Klaparąsiabuziagoździk" zapożyczyłem od "bzd"
Co odczułam jako czytelnik po przeczytaniu całości utworu LesP?

Początek był bardzo zajmujący. Wydawało mi się, że widzę człowieka który ma
kłopoty lecz próbuje rozwiązywać swoje problemy i miałam nadzieję, że
wyjdzie z zakrętu- świadczyły o tym słowa, zdania, które wypowiadał, ciekawe
rozmyślania ujęte ładnym tekstem. Taka postać  zawsze wzbudzi żywe
zainteresowanie ludzi i przyjaciół.
Niestety 2-ga część to już jest dno. Czytelnik widzi, że bohater nie
prezentuje sobą niczego, gorzej jego samego(bohatera) podnieca beznadzieja i
jest mu z tym dobrze i niczego więcej nie chce. Mówią mądrzy: jeżeli pijak
pije gatunkowe wódki, to jeszcze nie jest z nim źle. Niestety od wody
brzowej odwracają się najbardziej wytrwali? Tam już nikt nie pomoże, bo
zniszczenia szarych komórek są nieodwracalne.
Przyszłość dalszej pisaniny ... to leżenie na plecach, opisywanie potrzeb
fizjologicznych, wulgarne słowa itp itd..
Opowiadanie nie nadaje się nawet do archiwum.
Irena jako surowy krytyk
ps. dziś jest dzień kawałów(1.04), więc może będzie zamiennik 2-giej części
"trzeźwego spojrzenia ..."

Les P - 5 Kwi 2005, 05:12


- A co jest?
- Denaturat.
Jednak Bóg mnie nie opuścił...
- Poproszę flaszkę i bochenek chleba...


Dostałem właśnie sygnał, że pewnej czarownicy bardzo się nie spodobał
kierunek w jakim zmierza ta opowieść (myślałby kto, że taka z niej
abstynentka!). Może to i racja, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nasze
wspólne bazgranie nie trafi do szkół gimnazjalnych jako lektura obowiązkowa.
Trzeba więc tak akcją pokierować, aby storę happy endem bezalkoholowym
zakończyć. Wyzywam Cię więc na pojedynek na piórkowe miecze.
Aby powagi żałoby nie naruszyć (ale jednocześnie w gnuśności nie trwać),
ustalmy termin na 9 kwietnia.
Jest jeden warunek: czarownica winna być tej prohibicji skutkiem lub
przyczyną.

To jak, podniesiesz rękawicę?

Irena - 5 Kwi 2005, 08:21

Chyba za wcześnie, aby przeszedł do pamięci, czasami dobrze trzymający pióro
w ręku - Les P...

i ...."Aby powagi żałoby nie naruszyć (ale jednocześnie w gnuśności nie
trwać), ustalmy termin na 9 kwietnia."

Les P - 5 Kwi 2005, 09:24


Chyba za wcześnie, aby przeszedł do pamięci, czasami dobrze trzymający
pióro w ręku - Les P...


Czyżbyś sugerowała waćpanna, że szans z Beeornem nie mam wcale?
W fechtunku jest dobry, przyznaję - ale czy równie odporny na łaskotki?

Niniejszym ogłasza się do eterycznej publiczności, że czarna rękawica
noszona na prawym ręku, która to obecnie leczy  odleżyny na delikatnej
dłoni Czarownicy - zostanie w dniu 9-tym kwietnia bez żalu wyrzucona w
zapomnienie.


A ja liczyłem, że zwycięzca będzie nią obdarowany, miast chustki jedwabnej.

Jednakże niech Ci co sądzą, iż prohibicja jest li tylko jedynym
rozwiązaniem - niech się nie łudzą i dobrze przygotują obronę, a dotyczy
to nie tylko samego LesP, ale i przyjaciół co by chcieli wspierać szablami
lub też "wiadrami piwa"


Kontrola antydopingowa się szykuje? To nie fair. Co innego popularyzować
wstrzemięźliwość alkoholową, co innego się do niej stosować...
Bitwa regularna zaś nie wchodzi w rachubę, bo ja w walce wręcz, w wadze
piórkowej występować raczej nie mogę.

Wyznaję Ci również Les P, iż wprawiłeś mnie w zakłopotanie, a to z powodu
ześ uwierzył w moje to nauki, iż człowiek zdeptany jeśli tylko na chwile
przetrze oczy, zawsze zobaczy więcej.


Ę? Więcej światła proszę, bom oporny w nauk przyswajaniu! Ktoś kogoś deptał?
Ech, znowu najciekawsze przespałem!

A teraz martwię się, bo w Twoim sercu zagrała nadzieja, ze znajdziesz
wsparcie u przyjaciół w niesprzyjającym czasowo okresie - a Oni nie staną
na wysokości zadania?


Najbardziej liczę na zwycięstwo przez walkower, albo dyskwalifikację.

Gdyby tak było i Oni zawiedli, świat  nie byłby wart, a ludzie niech palą
się diabelskim piekłem.


Też marzę o tym, by chwałę i nauki na sztandarach wypisane nieść niewiernym,
a jak czytać nie zechcą, to cóż - ogniem ich i mieczem.

Les P

Irena - 5 Kwi 2005, 10:11

Les P zadaje pytanie:
"Ktoś kogoś deptał?"



A co może krytyk, jak nie "deptać nam po piętach"


"Kontrola antydopingowa się szykuje? To nie fair [.]wstrzemięźliwość
alkoholową, co innego się do niej stosować"


Żartujesz Waćpanie, lub strach Cię obleciał niegodny mężczyzny. Więcej
fantazji na tym smutnym świecie.Gdy wygrasz, ja pierwsza wzniosę puchar
słodyczy a pieśni zagrają mi skoczne, by radość mą pętlą była po wieki.
(wyjaśnienie: pętla to programowe polecenie powtórek)
Irena

Les P - 5 Kwi 2005, 10:36


A co może krytyk, jak nie "deptać nam po piętach"


O tak! Ja też uważam, że krytycy to taki rodzaj gnid chowających się za
plecami i depczących po odciskach,  nie chcący dojrzeć całego piękna postaci
(w moim przypadku - Aresowej)

| "Kontrola antydopingowa się szykuje?
Żartujesz Waćpanie, lub strach Cię obleciał niegodny mężczyzny.


Przysięgam - moje serce nie zna strachu!!!
Cóż, zawsze zanim zacząłem się bać, moje nogi ratowały mnie z opresji.
Żarty? E, nie. Też nie w moim stylu!

Gdy wygrasz, ja pierwsza wzniosę puchar słodyczy


Niezły układzik. W ten sposób będąc jurorem masz zapewnione napitki ( i to
bez względu na to kto wygra). A co ze zwycięzcą? Łapę będzie ssał?

a pieśni zagrają mi skoczne, by radość mą pętlą była po wieki.


Może Ci jeszcze na podium miejsce najwyższe zarezerwować?
Ech, wy czarownice...

Pozdrawiam
Les P

No dobrze, na dzisiaj kończę, bo chcę na żywo uczestniczyć w mszy.

www. cała, naga prawda o wszystkich@ nie tylko z php, czyli (wasz) wieszcz wieszczy wierszem;)
Back to life, czyli zwariowana wariacja na Gromkowe 'ble'
bajka z morałem o żulu spod budki z piwem i pięknej Ice, czyli zamiast szlajać się po paradach - weżcie się za naukę j.obcych!
Kot na rozgdzanym, blaszanym dachu (to mój pierwszy poważny kawałek, więc proszę się nie śmiać).
Wojna ga(n)gów, czyli cudzysłów jako casus belli
Jacek Dobrowolski "120 godzin, czyli upadek pewnego dżentelmena"
#mocny off-topic czyli trochę o usprawnieniach w Kościele
  • obsB3uga i naprawa golf
  • bank zachodni sanok
  • przeciwlotnicy w krakowie
  • numery;kierunkowe;rosja
  • sciagnij nfs mw
  • krakF3w;usa
  • licowki nazebne
  • strona 17800
  • zdjecia do paszportu
  • Przegląd postów z for dyskusyjnych • Strona Główna